Tlen

styczeń 29, 2010, autor: Barbara Śliwowska  
Opublikowano w kategorii KINO ZAGRANICZNE, Temat tygodnia

Rosyjski musical z polskim akcentem. Film jest popisem gry dwojga ludzi - Karoliny Gruszki, prywatnie żony reżysera „Tlenu” – Iwana Wyrypajewa, oraz Aleksieja Filimonowa.

Obraz nakręcony w koncepcji składanki płytowej, prezentuje po kolei dziesięć scen-teledysków. Bohaterowie melorecytują historię, której głównym motywem jest fascynacja chłopaka z prowincji rudowłosą dziewczyną ze stolicy. Uosabia ona dla niego wszelkie piękno i wolność, a jego dotychczasowe życie traci sens. Ona staje się powietrzem, tlenem, bez którego on nie może dalej żyć. Tym, co łączy kolejne klipy, jest przywołanie tez Chrystusowych Kazań na Górze, które znajdują swoje odbicie w poczynaniach bohaterów.

To, co jest główną zaletą „Tlenu” wydaje się być jednocześnie jego największą wadą. Nielinearność fabuły, stworzenie dzieła podobnego bardziej do zbioru wideoklipów niż obrazu kinowego powoduje, że film jest ze wszech miar oryginalny i nowatorski, ale w gruncie rzeczy stanowi tylko zlepek niekonwencjonalnie przekazanych rozważań o wszystkim i o niczym. „Tlen” zachwyca aktorstwem i muzyką, ale rozczarowuje treścią. Jest o Bogu i miłości, o narkotykach i przemocy, o namiętnościach, szaleństwie, winie i sumieniu. Opakowanie tej wzniosłości w styl i język podwórkowej rzeczywistości ciekawi i przykuwa uwagę bardziej niż sens fabuły. Trudne do odbioru w warstwie treściowej jest to jednak kino warte uwagi ze względu na odważną, eksperymentalną formę.

Komentarze